Nawigacja

Rolnictwo w okolicy Andrzejewa w końcu XIX w

Andrzejewo i jego okolice to od wieków tereny typowo rolnicze. Z pokolenia na pokolenie rolnictwo w tym rejonie zmienia się i rozwija coraz szybciej i jest głównym czynnikiem kształtującym tu środowisko. Ponad sto lat temu tak opisywał je "korespondent" tygodnika Zorza - Bartek - rolnik z okolic Andrzejewa:

Ponieważ i tak zwana drobna szlachta stanowi klasę gospodarzy drobnych, nie zaszkodzi może, jeżeli określę w "Zorzy" te zmiany jakie "panowie bracia" w drugiej połowie 19-go wieku wprowadzali stopniowo w gospodarstwie na roli w mojej okolicy, pod Andrzejewem.

Mam lat niecałe 40, a jednak pamiętam, kiedy orano u nas sochą, zaprzężona w parę wołów, koni albo też wołu i konia w 6-io skibowe "oziemki" pamiętam, kiedy ziarno do siewu i na spożycie wymłacano jedynie cepami, wymłócone "wiano" czyli oczyszczano z plewy przez podrzucenie go szufla na wiatr, kiedy zaczyniano je miotłą czyli obmiatano kłosy, i kiedy w taki sposób przyszykowane do siewu przywłóczono (bronowano) jedynie drewnianymi bronami, kiedy orano pod zasiew wiosenny tylko na wiosnę......

Tak było jeszcze przed laty 25-ciu.

A dziś ?

Sochy młodzież nie umiałaby wziąć do ręki, gdyż ja zupełnie wyrugowały pługi-na kółkach, drewniany, "ameryk" całożelazny. Ba i orać dziś nie orzą w 6-io skibowe "półtoraki". Zboże do siewu czyszczą też dziś na młynkach, ba, nawet i na trierach, a siewy coraz częściej przykrywają żelaznymi bronami, chociaż i drewnianych dużo jeszcze znajdzie się w użyciu.

Za to "drapak" posiada u nas prawie każdy gospodarz, na wiosnę rzadko już kto orze juz pod wiosenny zasiew, ale też i rzadko kto dwa razy orze pod owies.

Dziś prawie każdy gospodarz posiada "ladę" kręcona do rznięcia słomy na sieczkę. Zboże młócą tu jeszcze, wprawdzie i cepami, lecz dużo jest i maszyn do młócenia.

Koniczyn sieją tu sporo i przez to chowają więcej koni, niż dawniej, a za to mniej wołów. Łubin sieja też dużo i na przyoranie pod żyto, i na nasienie lub na karmę dla owiec. (Łubin ten w naszych stronach na lżejszej ziemi już prawie całkowicie wyrugował gryki).

W ostatnich czasach wreszcie zaczynamy sieć oziminę, najczęściej w owsie lub w jęczmieniu, a przeto w polu ugorowym bywa: koniczyna na paszę lub nasienie, łubin do przyorania i groch po kartoflach jako przedplon. Gnój wywożą tu na wiosnę pod kartofle, później pod pszenicę, pół-nawóz po koniczynie na pszenicę i na jesieni pod kartofle, albo len, czasem zaś jęczmień.

Nawozu i dziś marnują tu jeszcze dużo przez to ze zimą wyrzucają na kupy przed chlewy. O posypywaniu nawozu w chlewach wapnem lub próchnicą nikt tu jakoś jeszcze nie pomyślał, jak nie myślą o siewnikach lub gruberach, choć te ostatnie bardzoby się przydały, gdyż coraz częściej zaczynają tu kosić oziminę a owiec oddawana już koszą.

Kłosy zgrabiają grabiami, temi co siano, a przeto się dużo kłosów zostaje, ale ziarno do siewu zmieniają często w okolicznych dworkach. Zaczynają też potrosze siać marchew pastewna i rzepę ścierniskową. Z rzepy sianej w warzywie gotują tu zupę, zwaną "kwaśniną".

Soczewicy wcale nie sieja, choć lat temu około 50 jadana z niej kluski zwano ją "sęcówką".

Grochu tez obecnie nie jadają, uważając go za potrawę bardzo "ordynarną". Żywią się natomiast: zimą przeważnie kartoflami, na wiosnę kaszą lub kluskami, latem też jak na wiosnę, na jesieni - jak zimą. Jedzą: z postem, częściej z mlekiem lub z "okrasą". Mięso dokupują na większe tylko święta, przeważnie zaś jedzą mięso świńskie, a na jesieni baraninę.

Ubierają się u nas: zimą mężczyźni w kożuchy przy domu i w futra do kościoła, na wiosnę w barchanowe "spancerki" i w płócienne spodnie lub z kupionej "konopniny". Latem kupują sobie ubrania. Na jesień kobiety robią wcale ładne sukna na marynarki i burki. Do kościoła mężczyźni ubierają się po miejsku, a kobiety dla siebie robią u nas ładne "półsukna" i "płócienka" na ubranie, ale do kościoła także wszystkie ubierają się po miejsku. Kobiety tutejsze robią tu również ładne obrusy, ręczniki. kapy, choć maja do tego liche warsztaty. Robią też chustki, serwety i "wstawki" do poduszek szydełkowa robotą. Nie brak tu i dywanów domowej roboty, nawet chodników. W ogóle kobiety tutejsze są pracowitsze i oszczędniejsze od mężczyzn. Mężczyźni lubią bardzo piwko, mniej wódkę, no i nie pogardzają... kartami.

W okolicy naszej dawniejszymi czasy głównym źródłem dochodów była pszenica. Obecnie zaś, kiedy pszenica tania (5rb. 50kop.) a sieją dużo koniczyn, hodują dobre konie, biorą też za nie i po 250 rubli za sztukę, woły (do 180 za parę), krowy (do 60 rubli) i gęsi po półtora rubla za sztukę.

Był czas, że hodowano tu dużo świń na wywóz do Prus, dziś hodują ich mniej, ale dużo ich tuczą dla siebie i w części na sprzedaż.

Ogrodnictwo rozwija się u nas stopniowo, lecz pszczelarstwo bardzo słabo. Natomiast rybactwo zupełnie tu nie istnieje, chyba rabunkowe w rzeczółkach.

Co z tego świata przetrwało do dziś? Chyba niewiele, ale uważny obserwator znajdzie jeszcze u nas wyraźne ślady, te materiale i te nie materialne, tego co zostawili nam nasi przodkowie.
Artykuł Rolnictwo drobne w końcu 19-go wieku w okolicy Andrzejewa w gubr. Łomżyńskiej pochodzi z tygodnika Zorza Nr 11, 1/14/marca 1901 r.