Nawigacja

Przyjaciel Prymasa

Artykuł pochodzi z tygodnika Kontakty, nr 17 (496) z 1990 roku. Autor: Maria Tocka.
Zachowano oryginalną pisownię.


Żyje jak pustelnik. Nie przeszkadza nikomu i nikt jemu nie przeszkadza. Ksiądz kanonik Jan Tyszka nie chce mówić o sobie. Powtarza tylko stara maksymę: "ten pan, zdaniem moim, kto poprzestał na swoim". W Andrzejewie, w parafii, w której się urodził, chce dożyć do śmierci. Tu czuje się jeszcze potrzebny. Ma 87 lat. Przez siedemdziesiąt lat swego życia przyjaźnił się z kardynałem Stefanem Wyszyńskim. Zna dokładnie jego życiorys, przeczytał chyba wszystkie książki poświęcone Prymasowi. Nie powtarza wiedzy podręcznikowej, ze swej pamięci wybiera fakty bardzo osobiste.

* * *

Stefan Wyszyński miał osiem lat, kiedy jego rodzice sprowadzili się do Andrzejewa, Jan Tyszko był o rok młodszy.

Chłopcy razem chodzili do miejscowej rosyjskiej szkoły elementarnej. Chętnie się uczyli, więc ojciec Wyszyńskiego, który był organistą, wystarał się dla syna i jego kolegi o miejsce w gimnazjum w Łomży. Mieszkali razem na stancji u profesora Kazimierza Kęsickiego.

Stefuś, bo tak nazywali Wyszyńskiego koledzy, był bardzo zdolny, chętny do nauki i swoim zachowaniem dawał przykład innym. Należał do harcerstwa i chodził na tajne zbiórki. Raz zdarzyło się, że Niemcy go wytropili i pobili.

Po skończeniu gimnazjum drogi kolegów trochę się rozeszły. Stefan wstąpił do seminarium duchownego we Włocławku, a Jan w Łomży. Spotykali się jednak zawsze na wakacje. W 1925 roku Wyszyński otrzymał święcenia kapłańskie. W rok później, już jako student KUL-u, przyjechał 8 sierpnia 1926 roku do Andrzejewa na prymicje przyjaciela. Wszyscy go tu znali i wszyscy zastanawiali się "co też Stefuś powie". A powiedział tak przepiękne kazanie prymicyjne, że wszyscy płakali.

Jan Tyszka też poszedł na studia. Przyjaciele znów byli razem. Mieszkali w konwikcie akademickim dla księży. Studiowali na Wydziale Prawa Kanonicznego KUL-u. Obaj uzyskali tytuł doktora. Wyszyński jednocześnie studiował na Wydziale Prawa i Nauk Społecznych. Wtedy jeszcze ksiądz Jan nie rozumiał, po co mu ten drugi kierunek. Sam poszedł tylko na kilka wykładów razem z przyjacielem i zrezygnował. Wszystko zrozumiał wiele lat później, kiedy słuchał kazań Wyszyńskiego, kiedy zobaczył jak prowadzi robotników, jak im przewodził, jak organizował "Solidarność". Dopiero wtedy przydała mu się ta wiedza, teoria Marksa i cała filozofia marksizmu, którą znał lepiej od samych marksistów. Teraz ksiądz Tyszka myśli, że to było boskie natchnienie i decyzja opatrznościowa.

Wyszyński był zawsze aktywny. W czasie studiów pracował w "Bratniaku" (Bratnia Pomoc Studentów KUL-u) i Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży „Odrodzenie”. Ponieważ pięknie przemawiał, często zapraszano go do kościołów na wygłaszanie kazań. W czasie wakacji prowadził wykłady dla ziemian i różnych stowarzyszeń religijnych. Już po studiach, we Włocławku, prowadził stowarzyszenie robotnicze i przez działalność robotników wywierał wpływ na życie całego miasta.

Ksiądz Jan Tyszka pół życia spędził w Łomży, wykładał w seminarium duchownym, był prefektem szkół średnich, a w 1972 r. jako emeryt, wrócił do rodzinnego Andrzejewa.

Ksiądz Wyszyński był profesorem seminarium duchownego we Włocławku, biskupem lubelskim, biskupem gnieźnieńskim i warszawskim, apotem prymasem Polski.

Wieloletni przyjaciele często spotykali się w Łomży, Warszawie, w Laskach pod Warszawą (w zakładzie dla ociemniałych). Do Andrzejewa kardynał Wyszyński przyjeżdżał na grób matki dwa, trzy razy w roku. Kiedy odprawiał nabożeństwo, kiedy z ołtarza przemawiał do ludzi, zawsze księdza Tyszkę nazywał swoim przyjacielem.

W każdym dziele jest wątpliwość - mówi ksiądz kanonik. Wątpliwości towarzyszyły także prymasowi Wyszyńskiemu, kiedy angażował się w tworzenie "Solidarności" i odbudowę Polski. Miał nadzieję, że boska opatrzność pomoże mu w odnowieniu narodu polskiego w duchu chrześcijańskim. Zaufał Matce Najświętszej i ona go prowadziła. Rady u prymasa szukał rząd, szukała ich lewica i prawica. A on dla całego narodu miał dobre wskazówki, kieruje się nimi kościół do dzisiaj.

Jesienią 1980 roku, przed wyjazdem do Rzymu, prymas Polski odwiedził grób matki w Andrzejewie, odprawił nabożeństwo, przemawiał do parafian, spotykał się ze swoim przyjacielem, na krótko zatrzymał się na plebani u proboszcza Józefa Mierzejewskiego. Nikt wtedy nie przeczuwał, że jest to ich ostatnie spotkanie.

Ksiądz Jan Tyszka mieszka w starym, zaniedbanym drewnianym domu na końcu wsi. Jego przyjaciel, Prymas Tysiąclecia, "mieszka" w drewnianym domu w Zuzeli. Tu się urodził, spędził najwcześniejsze dzieciństwo, tu zaczął chodzić do szkoły.

Przez kilka lat w Zuzeli tworzono Muzeum Lat Dziecinnych Prymasa. Mieści się ono w zrekonstruowanym budynku szkoły powszechnej, do której uczęszczał w latach 1908-1911. Klasa jak w tamtym okresie: cztery stare zielone ławy, duży kaflowy piec z koroną, na białej ścianie drewniany krzyż. W drugiej części budynku odtworzone mieszkanie państwa Wyszyńskich. W rogu małej kuchenki stoi murowany piec, na nim żelazne stare sagany i patelnia. Nad piecem lampa naftowa, na środku stół z drewnianymi zydelkami, stary kredens, ława, na niej kopańka do ciasta. W pokoju na stole biała serweta, dwa łóżka przykryte wełnianymi kapami, drewniane zydle, fisharmonia, komoda, a na niej stare modlitewniki. Zbiór modlitw Jana Wielickiego z 1905 r. i drugi w skórzanej oprawie bez daty wydania. Na bielusieńkiej, drewnianej podłodze tkane chodniki. Przed budynkiem kwiatowe klomby, zagrabione alejki.

- To, że muzeum jest takie pięknie - mówi Antoni Lipski z Zuzeli - zawdzięczamy przede wszystkim dyrektorowi Kazimierzowi Uszyńskiemu z muzeum z Ciechanowca, dyrektorowi Karolkiewiczowi z Ochrony Zabytków Muzealnych z Warszawy, oraz księdzu Uszyńskiemu z Warszawy. Zadbali o wszystko, pomogli w rekonstrukcji i wyposażeniu. Jeszcze w kwietniu ma odwiedzić nas biskup z Łomży, a 27 maja na oficjalne poświęcenie muzeum zaprosiliśmy prymasa Józefa Glempa.

Przed okazałym kościołem w Zuzeli stoi piękny pomnik Stefana Wyszyńskiego. Na pomniku napis: "Soli Deo".

- Było to życiowe kredo Wyszyńskiego - wyjaśnia tajemnicę tych słów ksiądz Tyszka - Znaczy to "Samemu bogu". Prymas oddał się Bogu. Wszystko robił dla niego. Potem to kredo poszerzył o drugi człon: "Per Miriam", czyli wszystko dla Boga przez Marię.

W cokole artysta wyrył słowa: "Stefan kardynał Wyszyński Prymas Polski 1901 - 1981. Syn Ziemi Zuzelskiej". Są też symbole jego życia: sznury kardynalskie i apostolskie, kapelusz kardynalski i herb z Matką Boską i dzieciątkiem oraz głową św. Jana Chrzciciela.

W koronie kardynała napis: "Ancilla Domini" (służebnica pańska).

Pomnik, odsłonięty w 1987 r., był poświęcony przez papieża. Mieszkańcy Zuzeli mają nadzieję, że w przyszłym roku papież odwiedzi i poświęci również muzeum Prymasa Tysiąclecia. Cały sercem zapraszają.