Sport

Kroniki LKS Fortuna: Część X – Kiepska passa

Wycinek z tygodnika "Kontakty" opisujący rozgrywki V ligi piłkarskiej

Po dobrym sezonie 96/97 i króciutkiej przerwie, nasz zespół, już w połowie lipca, rozpoczął przygotowania do nowego sezonu. W drużynie zaszły niewielkie zmiany. Do Orląt Czyżew wrócił I. Kulesza, niewiele też brakowało, aby do Ostrovii Ostrów Maz. powrócił A. Staniarski. Na szczęście, ostatecznie został w Fortunie. Andrzejewski zespół wzmocnili za to Mariusz i Jacek Ożarowscy, dwaj bracia grający do tej pory w zambrowskich drużynach zakładowych. Napastnik i pomocnik.

Pierwszy sparing tradycyjnie przygotowany „na wariata” – tzn. część zawodników dowiaduje się o nim wieczorem, dzień przed meczem, zaś część już po meczu – mocno kombinowanym składem oczywiście nie wychodzi. Przegrywamy na wyjeździe aż 2:5 z Unią Ciechanowiec.

Pod koniec lipca już mocno się przykładając Zarząd Klubu organizuje Turniej o Puchar Wójta. Zapraszamy Kontakty Łomża, beniaminka „okręgówki” Piorun Szulborze, oraz naszego niedawnego pogromcę, Unię Ciechanowiec. Turniej rozgrywany jest systemem pucharowym. W pierwszym meczu Unia nie bez trudu pokonuje szulborskiego Pioruna 1:0. W drugim Fortuna stacza zaciekły bój z Kontaktami, remisując ostatecznie 1:1 i fundując licznie zgromadzonej publiczności istny horror w rzutach karnych. Ostatecznie po długich i trzymających w napięciu karnych zwyciężamy 9:8, awansując do finału. W meczu o III miejsce zmęczone Kontakty nie radzą sobie z Piorunem, co wywołuje u nich agresję i ataki na sędziego. Ostatecznie mecz zostaje przerwany przy stanie 3:0 dla drużyny z Szulborza i taki też wynik zostaje ostatecznie utrzymany. W finale Fortuna spotyka się z Unią. Nasi szybko uzyskują prowadzenie, przez cały czas kontrolując grę i mając wiele okazji na podwyższenie wyniku.

Na trzy minuty przed końcem, to jednak goście wyrównują i doprowadzają do kolejnych karnych. Te, kompletnie nie wychodzą naszym zawodnikom i tym samym puchar wyjeżdża do Ciechanowca. Obydwie bramki dla Fortuny zdobył R. Kotomski. Nasi grali w składzie: A. Leszczyński – G. Czyżewski, W. Strzeszewski, R. Bojanowski, R. Ryszewski, G. Nowacki, P. Kałuski, M. Ożarowski, R. Kotomski, M. Raciński, J. Ożarowski.

Tydzień później zakontraktowaliśmy spotkanie z bardzo dobrze spisującym się na turnieju w Andrzejewie, Piorunem Szulborze. Zagraliśmy w tym spotkaniu bardzo ofensywnie zwyciężając 5:3.

W następną niedzielę czekała nas I runda Pucharu Polski, w której to trafiliśmy na odwiecznego rywala Orlęta Czyżew. Tradycyjnie po zaciętym meczu, ale także pełnym spięć i słownych wymian zdań, przegraliśmy dość pechowo 1:2, tracąc gola w końcówce, po zostawieniu na chwilę „bez opieki”, niejakiego „Perełki” wówczas najskuteczniejszego napastnika gości.

W połowie sierpnia rusza łomżyńska „okręgówka”. Na inauguracje przyjeżdża do Andrzejewa dobrze nam już znany beniaminek z Szulborza. Ok. 350 kibiców przeżywa jednak zawód dowiadując się, iż sędzia nie dopuszcza gości do gry z uwagi na brak ważnych badań lekarskich. Tak stanowią przepisy. Ostatecznie spotkanie zostaje rozegrane, ale jedynie, jako nieoficjalne.

Początkowa niepewność, co do wyniku szybko pryska i po półgodzinie prowadzimy już 3:0. Przewaga Fortuny ani przez moment nie podlega dyskusji. Do przerwy 4:1. Po przerwie kolejne bramki. Dobrze spisują się nowe nabytki z Zambrowa, bracia Ożarowscy, gorzej pozyskany z Orląt Czyżew R. Aronowicz. Po dwóch błędach tego ostatniego Piorun zmniejsza rozmiary porażki. Ostatecznie zwyciężamy 8:3. Skład z tego spotkania: A. Leszczyński – G. Czyżewski, W. Strzeszewski, R. Bojanowski, R. Aronowicz, G. Nowacki, J. Ożarowski, A. Staniarski, R. Kotomski, M. Raciński, M. Ożarowski, zmiana: P. Kałuski. Formalnie OZPN w Łomży przyznaje nam walkower 3:0, który zostaje uwzględniony w tabeli.

W tygodniu, rozgrywamy sparing z zambrowską Gwardią, która jednak prezentuje się znacznie lepiej niż wiosną i zasłużenie przegrywamy 0:2.

Na kolejny mecz, a właściwie pierwszy oficjalny ligowy w tym sezonie, udajemy się do odległego Radziłowa. W piękny wrześniowy dzień. Dzień wcześniej ma miejsce ślub jednego z kibiców, co trochę krzyżuje plany, bo na weselu do białego rana bawią się dwaj podstawowi zawodnicy Fortuny M. Raciński i R. Ryszewski, przez co niestety zabrakło ich w składzie. Osłabiona Fortuna rozgrywa słaby mecz i nie jest w stanie sprostać znakomicie dysponowanemu Zniczowi. Ponosimy dotkliwą porażkę 0:3.

Wynik powyższy jednakże wpływa mobilizująco na naszych. W kolejnym spotkaniu podejmują u siebie ŁKS II Łomża, zespół z czołówki, który tydzień wcześniej rozbił w Czyżewie miejscowe Orlęta 6:1. W Andrzejewie jednak niespodziewanie trafił na przeszkodę nie do pokonania. Znakomicie grająca Fortuna pewnie pokonała łomżyńskiego potentata 3:2.

Tydzień później, wysoka forma nadal się utrzymywała. W Rutkach starliśmy się z miejscowym GKS 1993 – kolejnym beniaminkiem łomżyńskiej okręgówki. Pierwszą bramkę, co prawda, zdobyli gospodarze, którzy jeszcze mogli podwyższyć wynik. Po około półgodzinie to już Fortuna przejęła inicjatywę strzelając trzy gole i odnosząc pewne zwycięstwo 3:1.

Następnym rywalem była Skra Wizna, której specjalnie wtedy w lidze nie szło, a biorąc pod uwagę naszą wysoką formę nikt nie zakładał innego wyniku jak zwycięstwo. Niestety mecz ułożył się źle. Fortuna atakowała, a Skra grała z kontry. Jedna z takich kontr w 20-tej minucie przyniosła gościom bramkę i od tego momentu goście jeszcze bardziej skupili się na obronie. Pomimo usilnych starań naszym nie udało się zmienić niekorzystnego wyniku i musieliśmy przełknąć gorycz dosyć dotkliwej porażki na własnym boisku. Nie przypuszczaliśmy wówczas, że ta przegrana stanie się początkiem fatalnej passy w lidze.

W kolejnym meczu ulegliśmy w Goniądzu tamtejszej Biebrzy 1:3.

W następną niedzielę podejmowaliśmy Unię Ciechanowiec, do której w ostatnich meczach zbytnio szczęścia nie mieliśmy. Tego dnia, wiatr wiał z ogromną siłą. Warunki do gry, na naszym nieosłoniętym boisku przy Warszawskiej, były bardzo ciężkie. W losowaniu także zabrakło łutu szczęścia, gdyż pierwszą połowę mieliśmy grać pod wiatr. Piłka, uderzana z wiatrem, dostawała zawrotnych prędkości. Grana zaś pod wiatr, najczęściej nie trafiała tam gdzie miała, a strzały traciły 3/4 mocy. Po stracie pierwszej bramki, nasi nie wykorzystali rzutu karnego i to niestety okazało się momentem przełomowym. Posypały się kolejne bramki dla gości, na które nie byliśmy w stanie odpowiedzieć. Do przerwy przegrywaliśmy 0:4. Pomimo to, mieliśmy ciągle nadzieje na korzystny wynik, ponieważ po zmianie stron, wichura miała stać się naszym sprzymierzeńcem. Tak też się stało, a zdobyta na początku drugiej połowy bramka, wlała w serca nadzieję. Niestety, pomimo przewagi naszych, równie znacznej jak goście mieli w pierwszej połowie oraz oklepania słupków i poprzeczki bramki Unii, Fortunie tylko jeszcze jeden raz udało się pokonać bramkarza gości (bardzo dobrze zresztą broniącego) i kolejna porażka stała się faktem – 2:4.

Następna kolejka zafundowała nam wizytę w Kolnie. Tam, w starciu z jednym z „wielkiej czwórki ligi”, miejscowym Orłem, skazywano nas z góry na pożarcie. Nic z tych rzeczy. Stoczyliśmy zacięty i wyrównany bój. Na bramkę zdobytą przez gospodarzy odpowiedział ładnym golem w długi róg G. Kotomski. Znakomicie grali R. Kotomski i A. Staniarski. Przybyła licznie na ten mecz kolneńska publiczność wyposażona w bębny patrzyła z niedowierzaniem. Niestety! Pięć minut przed końcem jeden z naszych zawodników popełnił błąd. Mówiąc językiem futbolowym „odpuścił” napastnika gospodarzy, co pozwoliło tamtemu wyjść na dobrą pozycje i huknąć w okienko. 2:1 dla Orła. Szał radości, jaki wybuchł w zespole gospodarzy i na trybunach najlepiej oddał jak ciężki był to dla nich mecz. Co myśleli sobie wtedy nasi, nie trudno zgadnąć.

Zła passa trwała. Kolejny mecz i kolejna porażka nastąpiły zaledwie tydzień później. Przegraliśmy u siebie 1:2 z Ziemowitem Nowogród. Znów, po bardzo wyrównanym meczu. Decydującą bramkę goście zdobyli pod koniec spotkania, a szturm naszych w końcówce przyniósł strzał w słupek, poprzeczkę, oraz… dwie sytuacje sam na sam pod naszą bramką wybronione przez bramkarza.

W następną niedzielę wyruszyliśmy do Szczuczyna, na kolejny pojedynek z zespołem ze ścisłej czołówki. O tym meczu warto napisać trochę szerzej, a to z uwagi na warunki w jakich się toczył. W Andrzejewie żegnała nas słoneczna i sucha pogoda. Jednakże, w oddalonym o blisko sto kilometrów Szczuczynie, przywitał nas śnieg z deszczem i nieprzyjemna temperatura (około zera stopni). Wraz z upływem czasu boisko zaczęło przypominać błotnistą maź.

Wissa atakowała, lecz nasi bronili się zaciekle i skutecznie. Co ciekawe już pierwsza kontra Fortuny przyniosła nam bramkę. Niezbyt mocny strzał M. Ożarowskiego i bramkarz gospodarzy kapituluje. Po tej bramce gospodarze z jeszcze większą zajadłością rzucają się do ataku. Znakomicie jednak gra nasza obrona, walcząca o każdy metr boiska oraz bramkarz A. Leszczyński broniący w bardzo wielu sytuacjach. Gospodarzom udaje się wreszcie wepchnąć piłkę do andrzejewskiej siatki. Obraz gry, co prawda nie zmienia się, ale Fortunie znów udaje się przeprowadzić kontrę i ponownie M. Ożarowski pokonuje bramkarza gospodarzy. Do przerwy trwa prawdziwy szturm gospodarzy i heroiczna obrona naszych. Gospodarzom udaje się wyrównać.

W przerwie okazuje się, że strój naszego bramkarza jest tak ubłocony, że nie widać na nim nawet centymetra jego właściwego koloru. Przez co jest tak ciężki, iż właściwie nie nadaje się do gry. Zapasowego kompletu z uwagi na ładną pogodę w Andrzejewie nie zabrano. Ładnie zachowują się gospodarze, którzy użyczają naszemu bramkarzowi własny strój. Druga połowa niewiele zmienia w obrazie gry. Trochę więcej sytuacji niż w pierwszej odsłonie stwarzają nasi, ale zdecydowanie przeważa Wissa. W feralnej 73-ciej minucie, po rzucie rożnym dla gospodarzy, nasz obrońca zbyt krótko wybija piłkę, która trafia wprost pod nogi napastnika gospodarzy. Ten, bez namysłu strzela i pokonuje naszego, zasłoniętego bramkarza. 3:2 wygrywa Wissa i robi się bardzo źle. Pomimo heroicznych bojów, jednak z dużą dozą pecha, ponosimy sześć kolejnych porażek z rzędu. Skład z tego meczu: A. Leszczyński – G. Czyżewski, W. Strzeszewski, R. Bojanowski, S. Cholewicki, G. Nowacki, J. Ożarowski, A. Staniarski, R. Kotomski, M. Raciński, M. Ożarowski

Czas na przełamanie był już naprawdę najwyższy. Liczyliśmy, że przyjdzie ono w kolejnym meczu na własnym boisku, z łomżyńskimi Kontaktami. I rzeczywiście przyszło. Niestety, zamiast trzech punktów, zainkasowaliśmy zaledwie jeden, remisując 3:3. Wynik jednak, co trzeba uczciwie przyznać, był sprawiedliwy.

W kolejnym meczu spotkaliśmy się ze zdecydowanym liderem „okręgówki” – Spartą Szepietowo. Zespół ten pozyskał kilku możnych sponsorów i znacznie wzmocnił się pozyskując wielu piłkarzy z wyższych lig przede wszystkim z ŁKS-u Łomża, ale także z białostockiej Jagiellonii. Nie było więc nic dziwnego w tym, że z ligowego średniaka stał się zdecydowanym liderem. Nasi jednak z zespołami z czuba, zawsze toczyli zacięte boje. Tak też było i teraz. To jednak nie wystarczyło. Przegraliśmy 1: 3, znów grając dość wyrównane spotkanie i pozostawiając po sobie dobre wrażenie. Jednak, cóż z tego, skoro trzy punkty zostały w Szepietowie.

Dopiero następna listopadowa niedziela pozwoliła nam wreszcie przypomnieć sobie jak smakuje zwycięstwo. Na własnym boisku, przed znaczną liczbą miejscowych kibiców, pewnie i zasłużenie pokonaliśmy Victorie Jedwabne 3:0.

Cóż z tego, skoro tydzień później, w głupi sposób, przegrywamy z Orlętami Czyżew 0:2, czym najbardziej zaskoczeni są sami gospodarze.

Ostatni mecz rundy jesiennej, to derby z sąsiadami zza między, zarębską Iskrą na już lekko zmrożonym boisku. Do przerwy prowadzimy 3:0 a Zaręby kończą tę część meczu w dziewiątkę. Czy coś może jeszcze w takiej sytuacji nam zagrozić? Oczywiście, że tak. Nasi dekoncentrują się zupełnie, a o poziomie tej dekoncentracji najlepiej świadczy fakt, iż co poniektórzy zawodnicy, w przerwie rozpoczynają przebieranie sądząc, iż jest po meczu. Do tego kibicom z Zaręb, groźbami i wyzwiskami, udaje się wystraszyć głównego sędziego, który zupełnie się gubi i zaczyna „odstawiać szopki”. Wygrywamy z trudem 3:2, grając w drugiej części jedną z najgorszych połówek w historii Fortuny. Kończymy ligę na niezbyt wysokim, dziesiątym miejscu, a dodając do tego odpadnięcie już w pierwszej rundzie Pucharu Polski, na pewno nie można uznać tego sezonu za udany. Pozostaje czekać na wiosnę.


Zdjęcie w nagłówku: Wycinek z tygodnika “Kontakty” opisujący rozgrywki V ligi piłkarskiej.

Adam Leszczyński

Pomysłodawca i pierwszy prezes Towarzystwa Rozwoju Ziemi Andrzejewskiej. Były bramkarz LKS Fortuna Andrzejewo.