Sport

Kroniki LKS Fortuna: Część XI – Najpierw w górę, później w dół

Fortuna Andrzejewo

Po dość nieudanej jesieni 1997 roku ostro rozpoczęliśmy przygotowania do rewanżowej rundy wiosennej. Niezbyt uciążliwa zima pozwalała nie tylko na treningi na boisku, ale także na rozgrywanie sparingów. Skład uległ pewnym zmianom. Odeszli bracia Jacek i Mirosław Ożarowscy. Drużynę zaś wzmocnili zawodnicy z Ostrovii Ostrów Maz. Andrzej Zaniewski, mający za sobą występy w III lidze oraz obrońca o pseudonimie „Ogór”, którego imienia ani nazwiska niestety nie pamiętam. Oczywiście w składzie pozostali nadal Artur Staniarski i Marek Karpiński, tym samym zaciąg ostrowski zrobił się zupełnie pokaźny. W piłkarskim światku krążyły plotki o reorganizacji Okręgówki łomżyńskiej, wedle których czołowa szóstka miała pozostać w „okręgówce” zaś pozostałe zespoły miały znaleźć się w A-klasie. Działacze i piłkarze Fortuny za cel postawili sobie znalezienie się w tej pierwszej grupie, co biorąc pod uwagę nasze miejsce po rundzie jesiennej i stratę punktową, było zadaniem bardzo trudnym. Jednak nie niemożliwym.

Sparingi rozegraliśmy z sąsiadami zza między. Na początek dwukrotnie w identycznym stosunku i dość pewnie pokonaliśmy Pioruna Szulborze 6:3; u siebie i na wyjeździe. Następnie po dobrym meczu i grając w praktycznie optymalnych składach zremisowaliśmy w Ciechanowcu z miejscową Unią 2:2. Był to bardzo pożyteczny sprawdzian, w którym ze stanu 0:2 wyciągnęliśmy remis. Skład z tego meczu: A. Leszczyński – G. Czyżewski, W. Strzeszewski, R. Bojanowski, R. Ryszewski, G. Nowacki, M. Karpiński, P. Kałuski, A. Staniarski, R. Kotomski, M. Raciński, zmiana H. Olszewski, D. Olszewski. W ostatnim sparingu zwyciężyliśmy na wyjeździe Iskrę Zaręby Kościelne 4:3.

Sezon rozpoczęliśmy na jeszcze leciutko ośnieżonym boisku w Szulborzu. Właściwie był to nasz pierwszy mecz z Piorunem o punkty, gdyż do tej pory graliśmy wyłącznie towarzysko, a w rundzie jesiennej dostaliśmy walkower. Na początku szło jak po grudzie, a sędzia mocno starał się pomóc gospodarzom (później dowiedziałem się, że wcale nie przypadkowo). Pomimo to na przerwę schodziliśmy z prowadzeniem 2:1. Po zmianie stron nic już naszych nie było w stanie zatrzymać. Przewaga stała się miażdżąca. Zdobyliśmy sześć bramek, deklasując rywala. 4 bramki zdobył nasz nowy nabytek A. Zaniewski, a pozostałym łupem podzielili się M. Raciński – 2, R. Kotomski i J. Warszawin.

W kolejnym meczu poprzeczka ląduje znacznie wyżej. Do Andrzejewa przyjeżdża Znicz Radziłów, zespół, który od lat plasuje się w górnych częściach tabeli naszej ligi. Po bardzo zaciętym meczu wygrywamy 3:2, inkasując kolejne trzy punkty i nadzieja na pierwszą szóstkę zaczyna gdzieś tam coraz mocniej prześwitywać. Skład z tego meczu: A. Leszczyński – G. Czyżewski, M. Karpiński, R. Bojanowski, R. Ryszewski, G. Nowacki, P. Kałuski, A. Staniarski, R. Kotomski, M. Raciński, A. Zaniewski, zmiana: H. Olszewski, J. Warszawin. Krzywa trudności jednak nadal wzrasta. W następną niedzielę udajemy się do Łomży na mecz z tamtejszym ŁKS-em II, czyli ze ścisłą czołówką „okręgówki”.

Przetrzymujemy zmasowany atak gospodarzy tracąc „tylko” jedną bramkę i błyskawicznie odpowiadamy golem z rzutu wolnego. Od tego momentu mecz się wyrównuje. Po bardzo ciężkiej walce dzielimy się punktami, a wynik ten przyjmujemy jak zwycięstwo. Progres postępuje.

Dobra passa nie opuszcza nas także podczas kolejnego weekendu. Na boisku w Andrzejewie pewnie pokonujemy drużynę GKS 1984 Rutki 3:0. Przez całe spotkanie grając znakomicie taktycznie i kontrolując sytuację.

Tydzień później jedziemy do Wizny, a właściwie do obrzydłego dla nas Srebrowa, gdyż boisko w Wiźnie znów zalane, a w Srebrowie dla odmiany ubite jak klepisko. Na bramkę zdobytą przez Skrę odpowiadamy dość szybko i pomimo obustronnej wymiany ciosów więcej goli w tym meczu nie pada. Wywozimy cenny punkt z trudnego terenu po wyrównanym meczu.

Następna kolejka funduje nam swojego rodzaju deszczowy horror. Na mokrym boisku i przy raz po raz padającym deszczu staczamy zacięty bój z Biebrzą Goniądz, zwyciężając ostatecznie 3:2, po trzech bramkach A. Zaniewskiego. Z Goniądzem wystąpiliśmy w składzie: A. Leszczyński – G. Czyżewski, M. Karpiński, R. Bojanowski, R. Ryszewski, G. Nowacki, P. Kałuski, A. Staniarski, R. Kotomski, M. Raciński, A. Zaniewski, zmiana: H. Olszewski, „Ogór”.

Mecz prawdy miał nadejść jednak w następnym meczu, w którym naszym rywalem był zespół Unii Ciechanowiec będący w ówczesnym czasie bezpośrednio przed nami w tabeli. Od wyniku tego meczu zależy, kto zagra w okręgówce a kto w A-klasie – tak mówiono w obydwu obozach tj. naszym i Ciechanowca. I wtedy stała się rzecz przykra. Dobra passa skończyła się jakby uciął nożem. Uleciała. Nie byliśmy na pewno drużyną gorszą niż Unia, ale mecz ten zupełnie nam nie wyszedł. Czy zawiodła psychika, czy przeszkodziło zbyt wysokie napięcie i presja? Być może wszystko razem. Grunt, że polegliśmy i do tego zasłużenie 0:3. Raptem, jakby pękł balon i uszło powietrze. Jakby ktoś nasypał piasku w tryby maszyny. Ze znakomicie i co ważne skutecznie grającego, zespołu nie zostało wiele.

Przegrywamy kolejno: u siebie 0:3 z Orłem Kolno i 1:3 z Wissą Szczuczyn. Na wyjeździe bardzo pechowo z Kontaktami Łomża 1:2. Następnie 4:5 ze zdecydowanym liderem Spartą Szepietowo u siebie i także w Andrzejewie niestety 3:4 z Orlętami Czyżew. Zwycięstwo na koniec sezonu 3:2 na wyjeździe z Iskrą Zaręby Kościelne na niewiele się zdaje. Zajmujemy bardzo słabe 11-ste miejsce. Na pocieszenie działacze związkowi odstępują od „reformy” ligi i „okręgówka” pozostaje w niezmienionym kształcie.

Kończy się kolejny rozdział w historii Fortuny. W kolejnym sezonie zespół jest budowany na nowo.


Zdjęcie w nagłówku: LKS Fortuna przed meczem, Kronika Fortuny Andrzejewo

Avatar

Adam Leszczyński

Pomysłodawca i pierwszy prezes Towarzystwa Rozwoju Ziemi Andrzejewskiej. Były bramkarz LKS Fortuna Andrzejewo.