Sport

Kroniki LKS Fortuna: Część XIII – W kratkę

W kratkę

Przygotowania do wiosennej rundy sezonu 98/99 (swoją drogą ile to lat już minęło) przebiegały dość spokojnie. Treningów było dużo, ale rozegraliśmy tylko dwa mecze sparingowe. Rozgromiliśmy 10:2 na własnym boisku zespół występujący wówczas pod nazwą LZS Szumowo, który w późniejszym czasie przekształcił się w ligową drużynę o nazwie Sokół Paproć, by ostatecznie połączyć się z naszym klubem. Ale wtedy jeszcze była to śpiewka przyszłości. Póki co byli naszym przeciwnikiem, z którym na początku radziliśmy sobie bez trudu. Ponadto odnieśliśmy historyczny sukces, gdyż na boisku w Ruskołęce Starej (nasze z przyczyn atmosferycznych nie nadawało się tego dnia do gry) po raz pierwszy w historii pokonaliśmy Orlęta Czyżew i to dość wysoko 5:2.

Pierwszy mecz ligowy rozegrany wiosną 99 roku był jednym z najdziwniejszych spotkań w historii naszego klubu. Otóż zarębska Iskra postanowiła wycofać się z rozgrywek, jednakże jej miejsce, przy pełnej aprobacie central związkowych bardzo chciał zając zespół z miejscowości Poryte-Jabłoń koło Zambrowa. Regulamin wymagał jednakże, ażeby Iskra rozegrała przynajmniej jeden mecz w rundzie wiosennej, a wtedy mogłoby dojść do jej fuzji (faktycznie fikcyjnej) z zespołem z Porytego-Jabłoni. W rzeczywistości więc rozegraliśmy mecz z drużyną Porytego-Jabłoni zwyciężając dość pewnie 4:2, jednakże w protokoły sędziowskie wpisano wynik: Iskra Zaręby Kościelne – Fortuna Andrzejewo 1:4. I taki tez wynik został uwzględniony w tabeli. Dzięki powyższemu mogło dojść do tak zwanej fuzji pomiędzy zespołami z Zaręb i Porytego. Faktycznie zaś pod nazwą Iskra Zaręby Kośc./Poryte-Jabłoń występował zespół z tej drugiej miejscowości przejmując jedynie dotychczasowy dorobek punktowy zespołu z Zaręb. Cóż, nasz związek piłki nożnej od dawna znany jest z dość „zaskakujących” działań. Trzy punkty dopisano jednak nam a i w rzeczywistości pokonaliśmy zespół z Porytego, w związku z czym nikt specjalnie nie rozpaczał. Wydarzenie jednakże na pewno można zaliczyć do gatunku co najmniej dziwnych.

Kolejnym spotkaniem był odwieczny bój z Orlętami Czyżew nazywany wówczas „derbami”. Mecz był bardzo ciekawy, pełen walki i wymiany ciosów. Obydwa zespoły postawiły w tej grze na atak, stąd w 85-minucie wynik brzmiał 4:4. Wtedy to zdarzył się kolejny z listy tak zwanych ciekawych przypadków. Nasz zawodnik znalazł się w doskonałej sytuacji w polu karnym rywali i bez namysłu uderzył na bramkę. Piłka po drodze trafiła w rękę obrońcę gości i zatrzymała się w siatce. Gol? Otóż nie! Pan sędzia bramki nie uznał i zarządził rzut karny dla naszej drużyny. Oczywiście stało się to, co nierzadko nam się przytrafiało. Karny został przestrzelony. Zamiast trzech punktów musieliśmy zadowolić się jednym. Pytałem o tą sytuacje później wielu sędziów w różnych rejonach Polski. Wszyscy zdecydowanie twierdzili, że bramka powinna zostać uznana. Z przebiegu meczu nie wynikało, że sędzia lepiej traktował gości, myślę, że był to po prostu jego błąd.

W kolejną niedziele pauzowaliśmy w lidze, co pozwoliło nam rozegrać sparing z zespołem LZS Szumowo (jak już wspomniałem późniejszym Sokołem Paproć). Na ładnym boisku w Szumowie pewnie pokonaliśmy gospodarzy 5:0.

Nie było już tak łatwo, lekko i przyjemnie w następnym meczu ligowym. Pomimo zaciętej walki nie sprostaliśmy na naszym boisku w Andrzejewie zespołowi Orła Kolno przegrywając zasłużenie 1:3.

W tym sezonie graliśmy jednak w kratkę i już w kolejną niedzielę na znanym nam dobrze nadnarwiańskim boisku w Wiźnie, tradycyjnie asekurowanym przez człowieka w łódce, w kapitalnym stylu pokonaliśmy miejscową Skrę 3:0 po naprawdę doskonałej grze. Skład z tego meczu: A. Leszczyński – G. Czyżewski, T. Jabłecki, P. Olszewski, G. Nowacki, P. Kałuski, A. Staniarski, R. Kotomski, D. Olszewski, M. Raciński, R. Kiner zmiany H. Olszewski, Robert Kiner, P. Kempisty

Cóż z tego skoro tydzień później ulegamy naszpikowanemu eks- Jagiellończykami Ruchowi – Mlekovicie Wysokie Maz. aż 1:5. Stawiamy się mocno do przerwy, a M. Raciński daje trochę nadziei pokonując L. Trudnosa. Po przerwie jednak na boisku panuje Ruch.

W środku tygodnia w ramach sparingu rozgrywamy spotkanie z LZS Szumowo na własnym boisku zwyciężając zaledwie 5:4. Niski wynik nie jest odzwierciedleniem naszej słabej gry, ale postępów, które zespół z Szumowa zdążył poczynić.

Dość przykrej porażki zaznajemy w następnej kolejce ligowej ulegając w Rutkach miejscowemu GKS 1993 1:2, po bardzo pechowo straconej bramce.

Ale totalny koszmar przeżywamy tydzień później w Goniądzu gdzie ulegamy miejscowej Biebrzy aż 0:6. Co ciekawe w meczu tym nie gramy wcale tak tragicznie, ale prawdziwy „dzień konia” ma napastnik Biebrzy o nazwisku Kuczyński, który zdobywa wszystkie (!) sześć goli, i z którym tego dnia nasi kompletnie nie są w stanie sobie poradzić. No może raz, gdy nasz bramkarz broni strzał tego zawodnika z jedenastki. Kac moralny po tym meczu jest ogromny. Takich porażek, a tym bardziej z drużynami będącymi na podobnym jak my poziomie właściwie nie zaznaliśmy. Tym trudniej przetrawić nam tę klęskę.

Fortuna podnosi się jednak i już tydzień później rozgrywa kapitalne spotkanie z jednym z tuzów ligi Wissą Szczuczyn. Remisujemy w Andrzejewie 2:2 prowadząc jednak już 2:0 i napędzając faworytowi wielkiego stracha.

Gościom z wielkim trudem i szczęśliwie udaje się uratować jeden punkt. Znakomitą partię w naszym zespole rozgrywa zdobywca obydwu goli R. Kotomski. „Jak mogliście tyle przegrać w Goniądzu?” – dziwią się działacze i piłkarze ze Szczuczyna. Pasmo niepowodzeń w tym sezonie się skończyło.

Na następny mecz musimy stawić się do Radziłowa gdzie czeka miejscowy Znicz i nie docieramy tam, jak mi się wydaje, chyba z powodu awarii autobusu. Co ciekawe, Znicz nie otrzymuje walkowera, a w końcowej tabeli po prostu obydwa zespoły mają uwzględniony jeden mecz mniej niż cała reszta. Kolejny ciekawy pomysł OZPN w Łomży, choć przyznać trzeba, że tym razem z korzyścią dla nas.

W przedostatniej kolejce ligi gościmy MKS Stawiski, który od rundy jesiennej poczynił znaczne postępy jak też wzmocnienia i pokonujemy ich po dobrym meczu 4:3.

Sezon kończymy remisem w Ciechanowcu – 1:1 z miejscową Unią po bramce M. Racińskiego.

Ostatecznie plasujemy się na niezłym siódmym miejscu, niestety historia naszej przygody z ligą zaczyna od tego momentu robić się wyboista.


Zdjęcie w nagłówku: pixabay.com

Avatar

Adam Leszczyński

Pomysłodawca i pierwszy prezes Towarzystwa Rozwoju Ziemi Andrzejewskiej. Były bramkarz LKS Fortuna Andrzejewo.