201 Pułk Piechoty

Z historii 201 pułku piechoty – bitwa pod Paprocią i Pęchratką

Zmiany położenia Dywizji Ochotniczej 4 sierpnia 1920 r. Fragment: Mapa 1 Armii Nr 3 Położenie dn. 2 sierpnia. Źródło: Bitwa warszawska – Tom I. Bitwa nad Bugiem, Atlas map – Teka 1. Warszawa: Wojskowe Biuro Historyczne, 1935

Po walkach rejonie Jabłonki Kościelnej Dywizja Ochotnicza rozpoczęła odwrót później niż pozostałe oddziały z grupy generała Żeligowskiego. Według wydawanych przez mjr. Sieranta rozkazów oddziały miał wyruszyć spod Osowca około czwartej nad ranem 4 sierpnia i udać się w kierunku Nowego Borku, dalej przez Srebrną na Paproć Małą. Po dojściu do tej wsi ochotnicy starli się z oddziałami 33 Dywizji Strzelców. Między Srebrną a Paprocią Dużą walczyła kompania suwalska w sile 84 ludzi pod dowództwem ppor. Szmala. Odział uległ rozproszeniu, zaginęło wielu ludzi, stracono kuchnię kompanijną i dwa konie.

Około godziny piętnastej kolumna 201 pp kierowała się w stronę wsi Guty-Bujno. W rejonie Pęchratki nieprzyjaciel uderzył na nią z kilku stron i rozbił. Niewielkie oddziały wycofały się lasem w ślad za 41 pp w kierunku na Komorowo. Jeden z epizodów walk pod Pęchratką opisał w swych wspomnieniach lekarz I batalionu 201 pp, por. Zdzisław Michalski: Do Pęchratki ściągnął też sztab dywizji wraz z Kocem. Tymczasem na horyzoncie na wschód od Pęchratki, widać było gołym okiem posuwające się oddziały kawalerii bolszewickiej z taczankami, na których prawdopodobnie wieźli karabiny maszynowe. Dla mnie starego żołnierza sytuacja była jasna. Byliśmy okrążeni przez bolszewików. (…)

Poszedłem do wozu i wziąłem od jednego z leżących żołnierzy nabity karabin francuski. Niestety, nie przyszło mi do głowy zapytać, jak się go ładuje, a znałem tylko karabiny rosyjskie i niemieckie. (…)

Rozpoczął się nad nami świst kul rosyjskich. Położyłem się z karabinem za drzewem przydrożnym, po drugiej stronie drogi, również z karabinem, leżał inżynier Roman Małachowski. (…)

Prawie że wiedziałem, co teraz nastąpi… Usłyszałem nikłe „hurra!” atakujących z naszego batalionu i chwile po tym potężne „hurra!” Moskali… Dywizja rzuciła się do panicznej ucieczki. Nie miałem mapy, nie znałem sytuacji. Postanowiłem kierować się po słońcu na Warszawę. Na jednej nodze miałem od obtarcia sporą ranę. Bólu w podnieceniu nie czułem, ale biec nie mogłem. W kierunku uznanym przeze mnie za właściwy uciekała grupa żołnierzy naszego batalionu. Nie mogłem ich dopędzić. Zacząłem na nich wrzeszczeć. Widząc oficera zatrzymali się. Przemówiłem im do rozsądku, że gdy będziemy uciekać panicznie – wszystkich nas pojedynczo wyrąbią kozacy, których niewątpliwie w pogoń za nami puszczą. Sądzę, że nie zdawali sobie sprawy, iż jestem lekarzem, i myśleli, że mają do czynienia z oficerem liniowym. Byli to przeważnie uczniowie z gimnazjów warszawskich, prawie dzieci. Jeden, trochę starszy, miał ręczny karabin maszynowy, tak zwany fusil-mitrailleuse.

Uciekaliśmy dalej w kierunku przez mnie wskazanym, na zachód ze słońcem,
w takim porządku, ja jednak stale na końcu. Przepowiednia moja stała się słuszna. Wkrótce pokazało się kilku kozaków, którzy z wrzaskiem, wymachując szablami, pędzili na nas, mimo że nas było z górą czterdziestu. Liczyli na panikę.

Krzykiem zatrzymałem oddział i zacząłem mierzyć z karabinu do kozaków, którzy byli już o kilkadziesiąt kroków. Nie strzelałem, bo nie miałem naboi ani, niestety, nie wiedziałem, jak się ten francuski karabin, który miałem w ręku po raz pierwszy w życiu, nabija. Miałem więc do dyspozycji pięć kul, które postanowiłem zaoszczędzić na ostatnią chwilę. Kozacy – widząc, że w nich mierzę – zatrzymali się. Zaczęliśmy dalej uciekać. Kozacy znów rzucili się za nami. Znów się zatrzymałem i mierzyłem do nich.

Nie wiem, jak długo trwałaby ta tragikomiczna pantomima, gdyby nie ten żołnierz z ręcznym karabinem maszynowym dwudziestopięciostrzałowym, który wreszcie domyślił się i dał do kozaków serię. Sądzili zapewne, że mamy prawdziwy karabin maszynowy, bo zawrócili i uciekli. Wszystko to odbyło się w półbiegu”.

Ponad czterdziestoosobowa grupa żołnierzy, pod dowództwem lekarza I batalionu 201 pp, trafiła do jednej z okolicznych wsi. Tu zostali nakarmieni przez chłopów i udali się do lasu, gdzie dołączyli do większego oddziału, w ten sposób wydostali się z okrążenia pod Pęchratką.

W walkach pod Paprocią i Pęchratką został dwukrotnie ranny, w pierś i w rękę, dowódca 10 kompanii ppor. Piotr Olewiński. Pomimo to udało się mu wyprowadzić oddział z zasadzki.

Przynajmniej kilkudziesięciu ochotników w tej bitwie straciło życie. Wśród nich znalazł się por. Karol Wądołkowski, dowódca II batalionu, który wraz ze swoimi żołnierzami osłaniał odwrót Dywizji.

Odziały, którym udało się wydostać z okrążenia, ominęły od północy Ostrów i, posuwając się wzdłuż szosy do Wyszkowa, dotarły w rejon Dybek. W ciągu następnego dnia 201 pp nie miał kontaktu z nieprzyjacielem, czas poświęcono na porządkowanie oddziałów. Po klęsce z 4 sierpnia wśród żołnierzy dominował nastrój przygnębienia. O tym, w jakim stanie mogły być niektóre oddziały, świadczy raport bojowy 11 kompanii z dnia 6 sierpnia: z 219 żołnierzy, którzy 26 lipca wyruszali na front, do dnia 6 sierpnia zginęło 2, 10 było rannych, a aż 160 uważano z zaginionych [1].


Bibliografia:

  1. Centralne Archiwum Wojskowe (CAW), 201 Pułk Obrony Warszawy.
  2. Michalski Z. A., Przez okopy, alkowy do… medycyny, Warszawa 1992.
  3. Nekrasz W., Harcerze w bojach w latach 1914-1921, cz. 2, Warszawa 1931.

Zdjęcie w nagłówku: Zmiany położenia Dywizji Ochotniczej 4 sierpnia 1920 r. Fragment: Mapa 1 Armii Nr 3 Położenie dn. 2 sierpnia. Źródło: Bitwa warszawska – Tom I. Bitwa nad Bugiem, Atlas map – Teka 1. Warszawa: Wojskowe Biuro Historyczne, 1935

[1] CAW, 201 Pułk Obrony Warszawy, sygn. I.320.105.9, Raport bojowy 11 kompanii III batalionu 201 pp.

Damian Jasko

Prezes Towarzystwa Rozwoju Ziemi Andrzejewskiej. Pasjonat historii lokalnej i nie tylko.