Inne

Z życia parafji Andrzejewskiej cz. 2

Zorza - Pismo tygodniowe z rysunkami, poświęcone sprawom oświaty, dobrobytu i rozwoju społecznego ludu.

Artykuł „Z życia parafji Andrzejewskiej” pochodzi z tygodnika Zorza, nr 16, 15 kwietnia 1909 r.
Autor: Zetel.
Zachowano oryginalną pisownię.


(Dokończenie).

Próbowaliśmy zorganizować tutaj „straż ogniową”, trzy razy wybieraliśmy zarząd; kopje z pierwszych i ostatnich wyborów przynajmniej przesłano do gubernatora, – z drugich zwrócono z powiatu z decyzją pomocnika naczelnika. Gubernator na pierwszą dał rezolucję, iż komendant nie może być zatwierdzony, a na trzecią polecił nowe wybory.

Sprawa poszła w odwłokę. Obecnie dokonano nowych wyborów; może sprawa ruszy. A czas, gdyż już było kilka w roku ubiegłym pożarów, i straż bardzo by się przydała, jak: w Drogoszewie, Załuskach, Budziszewie.

Do zarządu straży wybrani: Ks. Lutyński (prezes), Dobrzyński (organista – komendant), Józef Kotomski (gospodarz z Andrzejewa), Józef Zysik i Piotr Michalik (gosp. z Andrz.) – członkowie zarządu.

Skoro mowa o wyborach, zaznaczę jeszcze, iż do zarządu Kółka Rolniczego wybrani: Leonard Załuska (przewod.), ks. Lutyński (zastępca), J. Kotomski z Andrz. (skarbnik), J Dmochowski z Łętownicy, Jan Sutkowski i Fr. Szulborski z Grzymek, oraz Paweł Nienałtowski, sklepikarz z Andrzejewa.

A nasze finanse? Mamy tu kasę gminną dość zasobną, lecz zawiodła oczekiwania po zreformowaniu, np. sumy małoletnich tylko na 4 proc. – dawniej 6 proc.; utrudniona bardzo pożyczka przez konieczność składania akt i inne. Mamy tu naturalnie i zarząd gminy: ludzie poczciwi, bezinteresowni, lecz nie do pracy społecznej w szerszym zakresie. Wogóle pracy tu pełne ręce, lecz pracowników wielki brak, jak i w całym powiecie.

Mieliśmy i sąd, lecz, na szczęście, przeniesiono go. „Na szczęście”, bo sądownicy wnosili nam tylko zamęt do życia społecznego i towarzyskiego (prócz pisarza), a przy tym ubyło w „monopolu” do 1500 r. dochodu, co kładzionoby znów na karb parafji, której mieszkańcy wprawdzie „nie wylewają za kołnierz, lecz tak wiele znów nie wypijają, jak im to zarzucają niektórzy swoi i obcy.

Piwo tylko ma tu bardzo wielu zwolenników, a wódkę, jako mocniejszą i w wielkich ilościach, wypijają koloniści.

Osadę *) Andrzejewo zamieszkuje znaczna ilość biedoty żydowskiej, w której ręku skupił się cały handel zbożowy i prawie cały drobny handel, tak, że żydzi wyparli prawie z rynku wszystkich gospodarzy na ulice.

Osada dość schludna, zabrukowana, prócz rynku, na środku którego, na miejscu dawnego ratusza, stoi szopa na narzędzia ogniowe, nieźle skompletowane. Rynek dookoła obrukowany, czeka zabrukowania środka i poprawienia dwu studzien.

Lud Andrzejewa – rolniczy – czupurny, wędrowny (Ameryka); zna się na koniach, któremi chętnie handluje,  – umie iść kupą i bronić się przed nadużyciami. Nie można tego powiedzieć o mieszkańcach wsi: lud tu też czupurny, okazały, strojny, względnie zamożny, oszczędny, prócz nielicznych wyjątków, nawet pracowity i niezacofany, – lecz zazdrosny, a przeto i komasacja gruntów nie idzie tu zbyt raźno. Przy tym lubi procesy, pochodzące nieraz z wypasania sobie, zaorywania i t. d.; mało dba o drogi, mosty. Zimą na poły próżnuje, bo domowym przemysłem się nie zajmuje, prócz kobiet, które tu wyrabiają bardzo gustowne płócienka, półsukna, dywany, obrusy i t. p. Szkoda jednak, że warsztatów ulepszonych nie mają. Nie gardzą też wyrobami fabrycznemi i kapeluszami, w które się rade stroją. Stąd tu wiele szwaczek, a nawet organizuje się w Andrzejewie szkoła kroju. Wogóle, wśród kobiet zauważyć tu można dążenie do większej oświaty tak ogólnej, jak i zawodowej; do szkoły w Mirosławicach było 7 kandydatek, z których jedna pojechała do Kruszynka, dwie pojechały do Mirosławic, inne, nie mogąc być przyjętemi, polokowały się u miejscowych szwaczek lub zostały w domu.

Na tym kończę ten obrazek z życia parafji Andrzejewskiej: życie to wprawdzie nie bujne, raczej zaciche może, – ależ bo ono tym żywsze, im dalej na zachód, nie na wschód. Nie mam pretensji, by się czytelnicy wiele z tego obrazu nauczyli, ale sądzę, że, w myśl zasady: „poznajmy się”, napisać go komuś należało przecie, gdyż z naszej parafji dawno już nie dawano znać o sobie. Budzić to życie tutaj, niedać mu zamierać, , ogrzewać je i do rozwoju tego życia swą cegiełkę przykładać, – za zadanie sobie postawiłem.

*) Zostawiamy Autorowi nazwę osada, która jednak nie jest słuszną, jakkolwiek stała się powszechną. Tak zwane osady (urzędowo „posady”) są i powinny się nazywać miasteczkami.


Artykuł „Z życia parafji Andrzejewskiej” pochodzi z tygodnika Zorza, nr 16, 15 kwietnia 1909 r.
Autor: Zetel.
Zachowano oryginalną pisownię.

Sebastian Jasko

Pomysłodawca i twórca prawdopodobnie pierwszej strony internetowej o Andrzejewie.